wtorek, 19 kwietnia 2016

Moje pierwsze wypociny...

Czyli misz masz moich wszystkich myśli.

         Będzie się działo. Jeśli macie słabe zdrowie odradzam czytania tego. Jeżeli jednak czytacie zawartość tego bloga to tylko i wyłącznie na własne ryzyko. Po przeczytaniu jeśli źle się czujecie zawsze możecie udać się do lekarza - psychiatry.

        Zacznę od samego początku, żeby potem nie mącić wszystkim, a zwłaszcza sobie w głowie. Zaczęło się od niewinnego pisania, gdzieś tak na początek lutego. Nie sądziłam, żeby cokolwiek się z tego zrodziło. Ale! Jednak spotkaliśmy się, więcej niż jeden raz. Głupie me serce i mózg w zgodzie stwierdziły, że warto było czekać przez tyle lat na TAKIEGO faceta. Co dziś sobie uświadomiłam, że i serce i mózg są zbyt głupie by zrozumieć, że jednak nic z tego nie będzie. A jednak mam nadzieję, nadzieję, że cokolwiek się zmieni, że spojrzy na mnie i dostrzeże coś więcej niż wszyscy. Do tej pory się łudzę, że mimo wszystko wyjdzie coś między nami. Naprawdę bym tego chciała, bo jak się okazało, hm... zakochałam się w nim. Co jest bardzo dziwne, gdyż sądziłam, iż takiego organu jak serce nie posiadam. Nieźle poplątane mam myśli, ale mogę w myślnikach mniej więcej opisać całą sytuację, bo nie ma co się rozdrabniać:

- Początek lutego, poznałam go w zaskakujący, nie nudny sposób, dzięki czemu zainteresowałam się jego osobą, bo jakżeby inaczej;
- Pisaliśmy ze sobą praktycznie codziennie, ja się ucząc na egzamin, on będąc w pracy, gdy miał czas pisał;
-Spotkaliśmy się, pojechałam do niego, było miło sympatycznie. Dlaczego by nie, pomyślało serce, a czemu nie dodał mózg;
-Zaprosiłam go do siebie, okej całkiem miło było się z nim przytulać, całować czy coś tam więcej...
-Ale!
-Potem działo się tylko gorzej, nie miał czasu na spotkania, ja nie mogłam jechać do niego, bo nie wiadomo o której ma kończyć pracę.
-Świadomość, że wszystko może się spieprzyć uderzyła we mnie niczym obuch;
-Och, tak... Pisze do mnie codziennie, niszczy mi mózg, kiedy sobie uświadamiam, że nie ma to sensu pisze coś co zawsze sprawia, że nadzieja wraca.

KONIEC Z TYM!!!

Dlaczego mam cierpieć przez innych, dlaczego namówiłam się na to, żeby pisać z nim. Po kiego mi było poznać go, jak teraz mogę jedynie gnić w swoich nieczystych myślach. Czasami się zastanawiam czy nie wolałabym, gdyby po prostu zniknął z mojego życia, albo po prostu nigdy się w nim nie pojawiał.

TO CIĘŻKIE

Dziewczyny... młodsze ode mnie i starsze, jeśli kiedyś czułyście coś podobnego i dałyście radę wyjść z tego bez szwanku, podziwiam was. Ja na razie mam dość. Liczę się z tym, że mogę nigdy więcej nie zaznać tego głupiego szczęścia jeśli nie byłby to on. Ale może znajdę kogoś innego, kto może nie zastąpi mi go, ale będzie znieczulał moje serce, kierował moje myśli w swoją stronę.

A JEŚLI....

     On będzie chciał mnie odebrać.... Jestem pewna, że w tej chwili poleciałabym do niego, biegła ze łzami szczęścia, że jednak mnie chce, by po chwili sobie uświadomić, że zrobił to tylko po to bym była dla niego, ale nie będzie ze mną. Świadomość, że jestem sama uspokaja go... nie pozwala mi od siebie odejść, a ja pragnę wolności. Nie potrafię się uwolnić z tych więzów... Nie chcę się uwolnić z tych więzów.

I CHOĆ WIEM...

     że jest już inny, który z wielką przyjemnością poświęciłby swój świat, żeby być ze mną, ja jestem przekonana, że nie tego chce. Dalej będę brnęła w to toksyczne gówno, w którym się taplam. Nie wiem dlaczego to ciągnę, nie wiem dlaczego nie potrafię się odwrócić, mieć go gdzieś. Dlaczego chce cierpieć, gdy inny mógłby dać mi szczęście poświęcając mi swój czas, myśli, uczucia... których jednak  ja nie chce... Czy jestem dziwna, pojebana? Przecież chyba to się liczy - szczęście, uczucie, przywiązanie.

A JA...

    czemu ja muszę zawsze wybierać zły kierunek drogi. Przecież jest facet, który przejechałby wiele kilometrów by mnie uszczęśliwić, dać mi to na co zasługuje każda dziewczyna, każda kobieta... a jednak nie chce tego. Bo wiem, że jeśli zakochałby się we mnie cierpiałby równie mocno co ja, bo przecież nie odwzajemniłabym jego uczuć, choć nie wiadomo jakby się starał mnie uwieść, sądzę, że nie dałby rady podołać temu wyzwaniu. Wyzwaniu, którym okazałam się ja...

Powiem wam dlaczego nie chce, żeby chłopak warty o wiele więcej starał się o mnie. Bo najzwyczajniej w świecie

KOCHAM TEGO DRUGIEGO NIE WARTEGO ŻADNYCH UCZUĆ DUPKA, KTÓRY SPRAWIA, ŻE SERCE BIJE MI SZYBCIEJ, GDY TYLKO ZOBACZĘ, IŻ MAM WIADOMOŚĆ NA TELEFONIE.

Podsumowując jest ich trzech;
- Michał, w którym się zadurzyłam, choć wiedziałam, że to nie wypali i nie powinnam sobie robić nadziei,
- Bartek, który przyjechałby do mnie z drugiego końca świata, byleby mnie zobaczyć,
oraz
-Filip, który jest moim słodkim przyjacielem, z którym naprawdę dobrze zaczęłam się dogadywać i muszę nauczyć się masażu, żeby był ze mnie dumny ( o nim wspomnę jeszcze kiedy indziej)


W czasie pisania tego całego gówna, które siedzi w mej dziwnej bani słuchałam tych dwóch jakże nie pasujących do sytuacji piosenek, po prostu youtube mi to puściło.

1. Playlista 1
2. Playlista2

Obserwatorzy