Nie sądziłam, że może być jeszcze dziwniej. Prócz tego, że wróciłam do pisania na forum, na które niestety nie miałam czasu, zdarzyło się coś... interesującego. Od wczoraj piszę z Filipem, który okazał się naprawdę ciekawym facetem. Dobrze mi się z nim pisało, przeszło dziesięć godzin non stop. Może to nie jest mój rekord w pisaniu, aczkolwiek i tak to była niezła zabawa. Czuje się nieco winna.. Filip przyjaźni się z Bartkiem, a ja nie chciałabym zepsuć ich przyjaźni, bo no nie wiem... spodobałam się im?
To tyle przemyśleń na ich temat. Michał jest zjebem. Na razie mam go dość. Dlatego staram się o nim nie myśleć, co niestety jest bardzo ciężkie.
Playlista 1
Także zastanawiałam się nad tym czy czasem nie zacząć znów pisać opowiadań. Nie jestem w tym chyba aż tak kiepska. A pomysły się jakieś znajdą. Zobaczę, zastanowię się, ogarnę wszystkie za i przeciw. Pewnie przyjaciółki jakoś nie będą szczęśliwe, bom powinna spędzać czas na robieniu projektów, a nie na pisaniu takich głupot. Jednak to jest nieco dziwne. Nie potrafię im wszystkiego powiedzieć jak się czuje itp. a na necie, gdzie no niby jestem anonimowa, potrafię się wygadać, co jest nieco przyjemne. Wiem, że piszę bez składni, ładu i takie tam, ale mnie to pomaga. Czuje się lepiej.
Wracają wspomnienia. Wracają osoby, z którymi pisałam. Pojawiają się znikąd w moim życiu. A ja, jak się okazuje tęsknie za nimi. Chciałabym się odezwać, ale boje się odrzucenia (jak chyba każdy). Ale ja to w ogóle jestem cykorem. Nie potrafię nikomu szczerze czegoś powiedzieć w twarz. Choć uważam się za szczerą do bólu, wredną małpę. A jednak jestem zbyt miła, nie chce nikogo skrzywdzić, mimo iż czasami miałabym wielką ochotę kogoś pobić, uderzyć.
W ogóle to! Znalazły się moje rolki. Będę mogła wrócić do mojej sportowej pasji. Przynajmniej na rolkach się nie krzywdzę. Nie mogę się doczekać, aż w końcu je przywiozę do domu i w wolnych chwilach ( taaa dobre sobie) będę mogła wyjść na dwór i z muzyką w uszach pojeździć na bardzo fajnej drodze.
Playlista 2
Jak zawsze moje playlisty nie mają swoimi słowami nic do tego co ja pisze. Ale słucham ich, pomagają mi pisać szybciej i lepiej sprecyzować myśli.
Baj. Może niedługo wrzucę swoje opowiadanka (czyt. krótkie dziwne historyjki).
środa, 20 kwietnia 2016
wtorek, 19 kwietnia 2016
Moje pierwsze wypociny...
Czyli misz masz moich wszystkich myśli.
Będzie się działo. Jeśli macie słabe zdrowie odradzam czytania tego. Jeżeli jednak czytacie zawartość tego bloga to tylko i wyłącznie na własne ryzyko. Po przeczytaniu jeśli źle się czujecie zawsze możecie udać się do lekarza - psychiatry.
Zacznę od samego początku, żeby potem nie mącić wszystkim, a zwłaszcza sobie w głowie. Zaczęło się od niewinnego pisania, gdzieś tak na początek lutego. Nie sądziłam, żeby cokolwiek się z tego zrodziło. Ale! Jednak spotkaliśmy się, więcej niż jeden raz. Głupie me serce i mózg w zgodzie stwierdziły, że warto było czekać przez tyle lat na TAKIEGO faceta. Co dziś sobie uświadomiłam, że i serce i mózg są zbyt głupie by zrozumieć, że jednak nic z tego nie będzie. A jednak mam nadzieję, nadzieję, że cokolwiek się zmieni, że spojrzy na mnie i dostrzeże coś więcej niż wszyscy. Do tej pory się łudzę, że mimo wszystko wyjdzie coś między nami. Naprawdę bym tego chciała, bo jak się okazało, hm... zakochałam się w nim. Co jest bardzo dziwne, gdyż sądziłam, iż takiego organu jak serce nie posiadam. Nieźle poplątane mam myśli, ale mogę w myślnikach mniej więcej opisać całą sytuację, bo nie ma co się rozdrabniać:
- Początek lutego, poznałam go w zaskakujący, nie nudny sposób, dzięki czemu zainteresowałam się jego osobą, bo jakżeby inaczej;
- Pisaliśmy ze sobą praktycznie codziennie, ja się ucząc na egzamin, on będąc w pracy, gdy miał czas pisał;
-Spotkaliśmy się, pojechałam do niego, było miło sympatycznie. Dlaczego by nie, pomyślało serce, a czemu nie dodał mózg;
-Zaprosiłam go do siebie, okej całkiem miło było się z nim przytulać, całować czy coś tam więcej...
-Ale!
-Potem działo się tylko gorzej, nie miał czasu na spotkania, ja nie mogłam jechać do niego, bo nie wiadomo o której ma kończyć pracę.
-Świadomość, że wszystko może się spieprzyć uderzyła we mnie niczym obuch;
-Och, tak... Pisze do mnie codziennie, niszczy mi mózg, kiedy sobie uświadamiam, że nie ma to sensu pisze coś co zawsze sprawia, że nadzieja wraca.
KONIEC Z TYM!!!
Dlaczego mam cierpieć przez innych, dlaczego namówiłam się na to, żeby pisać z nim. Po kiego mi było poznać go, jak teraz mogę jedynie gnić w swoich nieczystych myślach. Czasami się zastanawiam czy nie wolałabym, gdyby po prostu zniknął z mojego życia, albo po prostu nigdy się w nim nie pojawiał.
TO CIĘŻKIE
Dziewczyny... młodsze ode mnie i starsze, jeśli kiedyś czułyście coś podobnego i dałyście radę wyjść z tego bez szwanku, podziwiam was. Ja na razie mam dość. Liczę się z tym, że mogę nigdy więcej nie zaznać tego głupiego szczęścia jeśli nie byłby to on. Ale może znajdę kogoś innego, kto może nie zastąpi mi go, ale będzie znieczulał moje serce, kierował moje myśli w swoją stronę.
A JEŚLI....
On będzie chciał mnie odebrać.... Jestem pewna, że w tej chwili poleciałabym do niego, biegła ze łzami szczęścia, że jednak mnie chce, by po chwili sobie uświadomić, że zrobił to tylko po to bym była dla niego, ale nie będzie ze mną. Świadomość, że jestem sama uspokaja go... nie pozwala mi od siebie odejść, a ja pragnę wolności. Nie potrafię się uwolnić z tych więzów... Nie chcę się uwolnić z tych więzów.
I CHOĆ WIEM...
że jest już inny, który z wielką przyjemnością poświęciłby swój świat, żeby być ze mną, ja jestem przekonana, że nie tego chce. Dalej będę brnęła w to toksyczne gówno, w którym się taplam. Nie wiem dlaczego to ciągnę, nie wiem dlaczego nie potrafię się odwrócić, mieć go gdzieś. Dlaczego chce cierpieć, gdy inny mógłby dać mi szczęście poświęcając mi swój czas, myśli, uczucia... których jednak ja nie chce... Czy jestem dziwna, pojebana? Przecież chyba to się liczy - szczęście, uczucie, przywiązanie.
A JA...
czemu ja muszę zawsze wybierać zły kierunek drogi. Przecież jest facet, który przejechałby wiele kilometrów by mnie uszczęśliwić, dać mi to na co zasługuje każda dziewczyna, każda kobieta... a jednak nie chce tego. Bo wiem, że jeśli zakochałby się we mnie cierpiałby równie mocno co ja, bo przecież nie odwzajemniłabym jego uczuć, choć nie wiadomo jakby się starał mnie uwieść, sądzę, że nie dałby rady podołać temu wyzwaniu. Wyzwaniu, którym okazałam się ja...
Powiem wam dlaczego nie chce, żeby chłopak warty o wiele więcej starał się o mnie. Bo najzwyczajniej w świecie
KOCHAM TEGO DRUGIEGO NIE WARTEGO ŻADNYCH UCZUĆ DUPKA, KTÓRY SPRAWIA, ŻE SERCE BIJE MI SZYBCIEJ, GDY TYLKO ZOBACZĘ, IŻ MAM WIADOMOŚĆ NA TELEFONIE.
Podsumowując jest ich trzech;
- Michał, w którym się zadurzyłam, choć wiedziałam, że to nie wypali i nie powinnam sobie robić nadziei,
- Bartek, który przyjechałby do mnie z drugiego końca świata, byleby mnie zobaczyć,
oraz
-Filip, który jest moim słodkim przyjacielem, z którym naprawdę dobrze zaczęłam się dogadywać i muszę nauczyć się masażu, żeby był ze mnie dumny ( o nim wspomnę jeszcze kiedy indziej)
W czasie pisania tego całego gówna, które siedzi w mej dziwnej bani słuchałam tych dwóch jakże nie pasujących do sytuacji piosenek, po prostu youtube mi to puściło.
1. Playlista 1
2. Playlista2
Będzie się działo. Jeśli macie słabe zdrowie odradzam czytania tego. Jeżeli jednak czytacie zawartość tego bloga to tylko i wyłącznie na własne ryzyko. Po przeczytaniu jeśli źle się czujecie zawsze możecie udać się do lekarza - psychiatry.
Zacznę od samego początku, żeby potem nie mącić wszystkim, a zwłaszcza sobie w głowie. Zaczęło się od niewinnego pisania, gdzieś tak na początek lutego. Nie sądziłam, żeby cokolwiek się z tego zrodziło. Ale! Jednak spotkaliśmy się, więcej niż jeden raz. Głupie me serce i mózg w zgodzie stwierdziły, że warto było czekać przez tyle lat na TAKIEGO faceta. Co dziś sobie uświadomiłam, że i serce i mózg są zbyt głupie by zrozumieć, że jednak nic z tego nie będzie. A jednak mam nadzieję, nadzieję, że cokolwiek się zmieni, że spojrzy na mnie i dostrzeże coś więcej niż wszyscy. Do tej pory się łudzę, że mimo wszystko wyjdzie coś między nami. Naprawdę bym tego chciała, bo jak się okazało, hm... zakochałam się w nim. Co jest bardzo dziwne, gdyż sądziłam, iż takiego organu jak serce nie posiadam. Nieźle poplątane mam myśli, ale mogę w myślnikach mniej więcej opisać całą sytuację, bo nie ma co się rozdrabniać:
- Początek lutego, poznałam go w zaskakujący, nie nudny sposób, dzięki czemu zainteresowałam się jego osobą, bo jakżeby inaczej;
- Pisaliśmy ze sobą praktycznie codziennie, ja się ucząc na egzamin, on będąc w pracy, gdy miał czas pisał;
-Spotkaliśmy się, pojechałam do niego, było miło sympatycznie. Dlaczego by nie, pomyślało serce, a czemu nie dodał mózg;
-Zaprosiłam go do siebie, okej całkiem miło było się z nim przytulać, całować czy coś tam więcej...
-Ale!
-Potem działo się tylko gorzej, nie miał czasu na spotkania, ja nie mogłam jechać do niego, bo nie wiadomo o której ma kończyć pracę.
-Świadomość, że wszystko może się spieprzyć uderzyła we mnie niczym obuch;
-Och, tak... Pisze do mnie codziennie, niszczy mi mózg, kiedy sobie uświadamiam, że nie ma to sensu pisze coś co zawsze sprawia, że nadzieja wraca.
KONIEC Z TYM!!!
Dlaczego mam cierpieć przez innych, dlaczego namówiłam się na to, żeby pisać z nim. Po kiego mi było poznać go, jak teraz mogę jedynie gnić w swoich nieczystych myślach. Czasami się zastanawiam czy nie wolałabym, gdyby po prostu zniknął z mojego życia, albo po prostu nigdy się w nim nie pojawiał.
TO CIĘŻKIE
Dziewczyny... młodsze ode mnie i starsze, jeśli kiedyś czułyście coś podobnego i dałyście radę wyjść z tego bez szwanku, podziwiam was. Ja na razie mam dość. Liczę się z tym, że mogę nigdy więcej nie zaznać tego głupiego szczęścia jeśli nie byłby to on. Ale może znajdę kogoś innego, kto może nie zastąpi mi go, ale będzie znieczulał moje serce, kierował moje myśli w swoją stronę.
A JEŚLI....
On będzie chciał mnie odebrać.... Jestem pewna, że w tej chwili poleciałabym do niego, biegła ze łzami szczęścia, że jednak mnie chce, by po chwili sobie uświadomić, że zrobił to tylko po to bym była dla niego, ale nie będzie ze mną. Świadomość, że jestem sama uspokaja go... nie pozwala mi od siebie odejść, a ja pragnę wolności. Nie potrafię się uwolnić z tych więzów... Nie chcę się uwolnić z tych więzów.
I CHOĆ WIEM...
że jest już inny, który z wielką przyjemnością poświęciłby swój świat, żeby być ze mną, ja jestem przekonana, że nie tego chce. Dalej będę brnęła w to toksyczne gówno, w którym się taplam. Nie wiem dlaczego to ciągnę, nie wiem dlaczego nie potrafię się odwrócić, mieć go gdzieś. Dlaczego chce cierpieć, gdy inny mógłby dać mi szczęście poświęcając mi swój czas, myśli, uczucia... których jednak ja nie chce... Czy jestem dziwna, pojebana? Przecież chyba to się liczy - szczęście, uczucie, przywiązanie.
A JA...
czemu ja muszę zawsze wybierać zły kierunek drogi. Przecież jest facet, który przejechałby wiele kilometrów by mnie uszczęśliwić, dać mi to na co zasługuje każda dziewczyna, każda kobieta... a jednak nie chce tego. Bo wiem, że jeśli zakochałby się we mnie cierpiałby równie mocno co ja, bo przecież nie odwzajemniłabym jego uczuć, choć nie wiadomo jakby się starał mnie uwieść, sądzę, że nie dałby rady podołać temu wyzwaniu. Wyzwaniu, którym okazałam się ja...
Powiem wam dlaczego nie chce, żeby chłopak warty o wiele więcej starał się o mnie. Bo najzwyczajniej w świecie
KOCHAM TEGO DRUGIEGO NIE WARTEGO ŻADNYCH UCZUĆ DUPKA, KTÓRY SPRAWIA, ŻE SERCE BIJE MI SZYBCIEJ, GDY TYLKO ZOBACZĘ, IŻ MAM WIADOMOŚĆ NA TELEFONIE.
Podsumowując jest ich trzech;
- Michał, w którym się zadurzyłam, choć wiedziałam, że to nie wypali i nie powinnam sobie robić nadziei,
- Bartek, który przyjechałby do mnie z drugiego końca świata, byleby mnie zobaczyć,
oraz
-Filip, który jest moim słodkim przyjacielem, z którym naprawdę dobrze zaczęłam się dogadywać i muszę nauczyć się masażu, żeby był ze mnie dumny ( o nim wspomnę jeszcze kiedy indziej)
W czasie pisania tego całego gówna, które siedzi w mej dziwnej bani słuchałam tych dwóch jakże nie pasujących do sytuacji piosenek, po prostu youtube mi to puściło.
1. Playlista 1
2. Playlista2
Subskrybuj:
Posty (Atom)